sobota, 9 października 2010

Odezwa do Narodu!



Skan brzydki, ale idea dobra. Jeśli popierasz inicjatywę - wydrukuj, rozpuść po znajomych, rodzinie, odeślij na podany adres lub zadzwoń na podany numer. Czas goni - listy trzeba oddać najpóźniej do 16.X.

piątek, 8 października 2010

XXVIII - M. P. znowu nadaje


Zacznę od nieprzyzwoitej rzeczy.
Nudząc się dziś straszecznie w 40-minutowej kolejce w aptece, bo pani, która była 3 staruszki przede mną, kupowała wszystkie reklamowane w tv produkty farmaceutyczne opiewające na kwotę łączną 425zł, rozglądałam się leniwie po asortymencie. I nagle mnie zwaliło z nóg. Nie dlatego nawet, że moje dziecko wkładało akurat głowę do śmietnika w kształcie wątroby, choć przeto widok wątroby z dyndającym zeń odwłokiem dziecka nie jest częsty (no chyba, że ktoś jest w ciąży i dużo pije), lecz oto zza szyby zamajaczyło to:

Czy tylko ja mam jakieś dziwne skojarzenia, czy to z producentami jest coś nie tak?

Poza tym jest mi smutno i jestem rozbita, bo Důdková się abortowała z Naszej-Szkapy. Normalnie jak w opowiadaniu Philipa K. Dicka – przyjechała po nią ciężarówka aborcyjna i już nie ma konta na tym nędznym padole. I w związku z tym nie wiem, czy bon-ton wymaga, żeby ją teraz olewać towarzysko i czy wypada mi z nią pić C.Lubelską jeśli, wiecie, nie mam jej w znajomych?! I czy mam dalej „podlewać” jej drzewo na posadzdrzewo.pl? Cieszę się tylko, że nie miała Fejsbuka, bo pomiędzy dywagacjami czy karmić jej trzodę chlewną, ta najpewniej by padła głodową śmiercią z braku piksela. Tzn. trzoda, nie Důdková ma się rozumieć.

A jak już jesteśmy przy temacie śmierci i portala, halloween i przy fetyszach seksualnych... nie, hola! Nie byliśmy przy fetyszach, nie wiem dlaczego to w ogóle napisałam! nieważne, skoro jesteśmy, to się dowiedziałam o takim czymś:
istny masakrator.


- Wiesz mamo, tylko ja miałam granat w szkole!
- Wiem, Manson, wiem...

designer sunglasses

rozdz. XXVII - Matka Polka Zbrojna



Widzę, że nowe lokum Kreto-Rapów wzbudza wiele emocji, głównie zazdrość. Odpowiadając na miliony maili w tej sprawie i komentując komentarze pod postem spieszę donieść, iż projektantem był niejaki  Skubidore Dali Na Nalewkje. Podobno część wynagrodzenia można zapłacić mu w naturze, bardzo przepada za grochem z kapustą.

Panczolu! Widać, że dawno Cię nie było. Teraz mamy das gance noje dizajn nach Rusinowa. Właśnie przez bliską lokalizację nowych ławek, biuro deweloperskie strasznie z Krzysia zdarło. Ale Ela przeczekała hossę na rynku nieruchomości i wczoraj mogliśmy podziwiać już dwa kopce obok siebie. Skubi chciał co prawda ów bungalow sprofanować wbijając na górze betonową płytę, bo mu się skojarzyło z grobem Kościuszki, ale poległ na rezurekcji i poszedł spać.

Właśnie odprowadziłam do szkoły dziecko z granatem w plecaku. Maszerowałyśmy jak Baader-Meinhof, niemiecka guerilla miejska do antyimperialistycznej walki zbrojnej. Granat podskakiwał w tornistrze.
 –Pamiętaj, daj pani Agatce granat na lekcji! – przestrzegałam zapominalską córkę. 
Myślami byłam już przy malowniczych zamachach na kapitalistyczne świnie i innych radykalnych zabawach. Tak, to my jesteśmy odpowiedzialne za śmierć Jacka Kennedy, my zepsułyśmy wzrok Billowi Gates’owi, to przez nas wybuchło cygaro w ustach Moniki Lewinsky…

 No ale można mi to wybaczyć, godzina była taka, że jeszcze oficjalnie się nie obudziłam do końca, a granat w tornistrze to rekwizyt zadania domowego „proszę przynieść na piątek jeden owoc”.  Jabłka i banany były zbyt oklepane, a z granata pani przynajmniej może zrobić jakiś użytek 
(- Bądźcie cicho dzieci, bo was porozsadzam!).

Kalina chyba jednak nie podziela zbrojnej pasji matki, bo uprzednio obrzuciła granat spojrzeniem i zapytała tylko:
- Czemu mi pakujesz cebulę, skoro miały być owoce?
Wołoszański pokiwałby głową z politowaniem...

W ten sposób zostałam całkiem sama w zgłębianiu wiedzy o Czarnych Panterach, Czerwonych Beretach, Żółtym Serze i czytaniu Mao Zedonga.

Z komunistycznym pozdrowieniem
Towarzyszka Matka

czwartek, 7 października 2010

bal sztywniaków

TO było w ubiegłym roku
Teraz już jest całkiem świeżutkie, jeszcze pachnące cmentarzem :) Trochę się buforuje, ale warto.



w bonusie: spóźniony prezent urodzinowy dla Kreta (Skubi wymyślił):

poniedziałek, 4 października 2010

rozdział XXVI,5 z dziennika Matki niestety Polki

baner się nie zrobił - przy następnym rozdziale wrzucę dwa w promocji

Jezu, trzecia godzina, jeszcze trzy do końca pańszczyzny w taxi. Nie mogę spać i ciężko mi się zmusić o tej porze do aktywności cokolwiek różniącej się od sterczenia w bezruchu, z łbem zwieszonym na blacie i innych objawów katatonii.
Wiem – marudzę, ale ha! właśnie po to założyłam tego Blogosława, żeby marudzić publicznie, wyć w przestrzeń i jęczeć nad życiem pod licznikiem odwiedzin. Mój ból jest wtedy bardziej spektakularny!

W ogóle Blogumił mi się fatalnie zaciął dziś i zdjęcia ładował, złamaniec jeden, chyba ze 2,5 godziny. Zresztą nie wiem kto tu zawinił i w kogo pierwszego mam rzucić kamieniem, może on blogu ducha winny? Bo w tym oczekiwaniu na wlepkę zdjęć sobie obejrzałam na VOD poruszający dokument o katastrofie urugwajskiego samolotu w Andach w 1972r., jak to cudem ocalali musieli się zjadać nawzajem. Gorąco polecam:


Znana sprawa, dużo o tym pisano, ale już pomijając sam temat, skoro po nocach oglądam tragedie, katastrofy, kanibalizm i inne wesołości, znak to, że geny matky Halyny biorą górę nad materiałem genetycznym Inżyniera. Chociaż on w zasadzie też jest dość ponury, ale ma chociaż wesołe wynalazki. Zawsze jak coś stworzy, to mi gra w uszach Formacja Nieżywych Schabuff
„umarł telewizor, pękła lodówka
i radio czeka śmierć,
żegnajcie wieki odkryć
nie potrzebnych wynalazków
i na was przyszedł czas”

Ale ja nie o tym chciałam. W dokumencie uderzyła mnie (poza oczywiście opisaną historią) kultura wypowiedzi, bogactwo słownictwa, inteligencja też w pojęciu mądrości życiowej ludzi, którzy wypowiadali się przez dwie godziny wspominając dramat swój i swoich przyjaciół. Ci skromni, uduchowieni, okrutnie doświadczeni ludzie, mówili w taki sposób, że no miód na serce – piękny styl nawet w tak upiornej tematyce. Jestem ciekawa jak by to wyglądało, gdyby takie okoliczności mieli relacjonować Polacy. Roiłoby się od przechwałek, pieniactwa, przysłowiowego „jem niom” i nawet jeśli montażyści by wychlastali wszystkie „kurwy macie”, „ten tego”itp. wątpię w pozostałości czegoś głębszego. A tu kilka osób z jakiegoś Urugwaju i Chile daje nadzieję, że są jakieś wolne od prymitywa miejsca na tym globie i jeszcze prowokuje moje nieśmiałe przypuszczenie, że w tamtych rejonach taki poziom jest Normalny i Powszechny. Czy ktoś z Ameryki Południowej nie chce przypadkiem adoptować starego 30-letniego dziecka z dobrodziejstwem inwentarza?

No nic, żyjemy w barbarzyńskim kraju. Niby o tym wiem, ale jak mnie za sprawą takich szczególików ta świadomość strzeli w papę, nie jest fajnie. A chora godzina na przemyślenia sprawia, że mam chandrę. Ale chandrę, Alechandrę, ale ale chandrę, ale alejandrę...

Jeszcze 1,5 h i dobranoc.

niedziela, 3 października 2010

i jeszcze garść fot, pstrykała Daniela

one cool crow
two cool cats
one cool cat
Olaf porzuca krępujące obuwie
Skubi - patron dzieci, zwierząt domowych oraz dzikich borsuków
Krystyna dobrze opanowała sztukę śmignięcia z kadru
Szalom! woła szary chwilowo kot w szarych szuwarach
jestem Luckiem z Gwadelupy, nogi proste mam jak słupy
niepokojące spojrzenia...
niepokojące pocałunki...
niepokojący uśmiech...
Photobucket
ludzie z wiekiem dziecinnieją

Photobucket
 "pa pa pa pa" ;)
to się fachowo nazywa "uczucie splątania"
M.P. nieodłącznie kojarzy się z białą myszką (ale w sumie lepiej tak niż n.p. z czarnym bobrem)

Mać Pariadka raportuje dalej:

mają kota Lucjana
eleganckiego, w krawacie
czasem przysypiającego na warcie
mają Elę Okocim spojrzeniu
bojówki skautów
- mistrzowskie w kamuflażu,
Matka Polka pozornie tylko huśta Piasta, ale
rozwiany włos świadczy, że jest gotowa do ataku jakby co.
nie zawahamy się użyć czarnych mocy Karoliny,
zresztą Fidel już dzwoni do Raula
zaskoczymy wroga dziwnym czymś, naszą wunderwaffe.
bo my lubimy dymić
i mamy wszystko w nosie :)

Z raportówki MO Matki Polki - XXVI

bujnej czupryny
Żuku zapragnął

zresztą
nie on jeden
dziecko Mohawków patroluje teren przy wigwamie
ale mówi, że jest OK
w razie czego, kogoś się zastrzeli
bo czerwonoskórzy się nie pierdzielą.
mają psa obronnego
dwa psy obronne
Ciąg dalszy powyżej

sobota, 2 października 2010

Ihaaaa!

Wspominałam 983 rozdziały temu o Annie Nacher, którą chciałam wkleić, ale nigdzie jej nie było. Za sprawą ex-męża mam jednak LINK! Klikajcie, pobierajcie, słuchajcie, bo to muzyka z ciarrrkami, a to tak rzadko się zdarza... Specyficzna, dziwna, z jądra ziemi i serca po prostu... Cudo, och!

Dzięki, Vronsson! To najlepszy prezent od Ciebie od czasu rozwodu ;))

Rozdział XXV - Matka Polka pozdrawia jesień


No, moi drodzy. Oko mi blednie. Przeczuwam, że czerwień się utrzyma gdzieś do połowy października, nie dalej. Tak że jeśli ktoś ma teraz jakieś ważne sprawy dotyczące ratowania świata, to tak na biegu i piszcie na priv. Do końca nie wiem czy jak oko zblednie, to stracę moje czarodziejskie moce, choć pewnie po prostu będę działać w konspiracji pod jakimś tajemniczym pseudo w stylu: Miśnia, Wiedźma z Buchenwaldenburga lub Lukrecja Borgia.

Trochę żal mi tego oryginalnego oka, bo to zawsze jakiś plus w mej nieciekawej urodzie. Wiecie, są różne typy urody: „zima”, „jesień” etc. Ja prezentuję raczej „zgniłe przedwiośnie” dla koneserów lub kiperów wręcz. Skoro nie mam wizualnie nic do zaoferowania, to przynajmniej miałam czarodziejskie oko a’la David Bowie. A tak – powrót do szarej rzeczywistości w lustrze, która co dzień jakby bardziej brutalna. Nie stać mnie na botox, lifting, coaching, mekong, ylang-ylang i inne dziwne słowa, nawet na pół protezy pośladka, no to umówiłam się z Olą na balejaż. Może nie zatrzyma to procesu starzenia i w rezultacie wyglądu E.T., ale liczę chociaż na złagodzenie efektu.

W ogóle to jesień nas najszła, skubana. Nie wiem czy to można gdzieś zgłosić jako przestępstwo? Ja jej przecież nie prosiłam, sama wtargnęła chamsko na moje terytorium. Wpadam wczoraj na ziemskie włości , a tu wszystko zasypane listowiem. Nazamiatałyśmy się z Jagoda jak wściekłe, ale przy okazji ładnie nam wyszło śpiewanie na dwa głosy „wszystkie liście spadły z drzew, mamy teraz niezły chlew”. Ja wiem, że nie jest to aż tak wybitne jak Saszki „przyszła jesień, spadły liście, czuję się niezajebiście”, ale przynajmniej próbowałam!
Zresztą nie bez przyczyny o tym piszę, bo jestem nieutulona w żalu, że Sasza zaniechał pisania i jedną z pierwszych misji superbohaterskich, będzie właśnie zmuszenie go do reaktywacji bloga. Choćbym miała nawet przywiązać go do jego perkusji i przez dwie doby wygrywać na gongu walczyka. Saszko, może jestem wieprzem, ale rzuć no czasem jakąś perłę!

Nienawidzę jesieni. Jesienią zawsze mam paskudne myśli, a przy moim paskudnym charakterze, to o jedno „paskudnie” za dużo. Trzeba chodzić w kalesonach, a w knajpach zaczyna się picie, jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner; i tak skończymy o świcie.

Tak zwana polska złota jesień to niechybnie powodzie, lawiny błotne, + 2 st. w słońcu, którego nie ma, wicher 10 w skali Beaforta, nieustający wysięk z nosa i laski w złotych kurtkach. A jak już jest nawet ciepło i słonecznie, to ja czeznę na cholernej centrali.
Zresztą idę w zakład o różową bieliznę mojego ex-męża, że „polska złota jesień” to termin uknuty na potrzebę nazwania tęsknoty za polskim syfem, w którą czasem popada polski emigrant, który właśnie beztrosko żłopie drinka z palemką na jakichś Hawajach, Akapulko i innych Ryjo De Żanejrach i od tego popijania we łbie mu się p...rzewraca.

Człowiek smętny, pożółkły jak ten liść, żądny rozrywek. Jutro się rozerwę, będę palić. Skoro nie mogę gwałcić i rabować, to spalę wielką kupę liści, patyków i innych habazi, bo już pół działki zajmuje (gdzie ja posieję tytoń i chmiel na wiosnę?). A przy okazji kill grilla się odkurzy i przyswoi w jedzeniu trochę palonego plastiku po Inżynierze. Aby godnie pożegnać ciepłe dni i na przypiecku czekać pół roku na następne. Więc niniejszym na tych wirtualnych kartach spraszam wszystkich Rapów, Dudków, Żuków i Krystynów na grilla. Tym bardziej, że męscy przedstawiciele dwóch pierwszych rodów (szlachetnych jak borowiki) bardzo lubią skakać przez ognisko, co udowodnili na ostatniej historycznej 40-tce, dzięki czemu na szkole jeszcze czuć swąd okopconych jajeczek.

Joł!

P.S. Jah!God-a skończyła 2 lata :)
P.S.2 Kalina chora :(
GRY