niedziela, 21 listopada 2010

Rozdział kolejny, a imię jego Czterdzieści i Cztery


Nie wspominałam chyba, że na wywiadówce, na której ciało rodzicielskie z tej brzydszej strony reprezentował ex miąższ, wrobił był mnie w malowanie figurek z masy solnej na masową skalę. Na tzw. „ochotnika”.  Zemsta byłego ma różne oblicza!
W piątek odebrałam zamówienie (na które składaliśmy się po 1 kg soli i mąki, co nie omieszkam wrzucić Armii w odszkodowanie za straty moralne).  W szkole pytam ile tego jest, dziewczyna mówi, że ot – pudełko po butach. No to luzik, myślę naiwnie.  Lecz  w Sali nr 10 okazuje się, że właścicielka pudła, prawdopodobnie  nosi jakieś ultra wysokie, latexowe kozaki od samej ziemi do samej duppy… Zataszczyłam to do domu z trudem, ryzykując wielokrotne wypadki  drogowe z udziałem moich dzieci, gdyż moje ręce zajęte były właśnie rozpaczliwym odpieraniem prób wciśnięcia mnie pomiędzy płyty tektoniczne. A dzieciary biegały po asfalcie w samopas.
I tak ostałam się z kilkudziesięcioma słonymi bałwanami i aniołami, a to dopiero pierwszy rzut. Po 15-tym odpadłam i jak to ostatnio bywa, jebło mi w plecach.



Więc  ciąg dalszy histerii religijnej, znowu mnie zaświaty zaczepiają, tym razem endżele.  Niby spoko, pozornie nieinwazyjnie, kolorowe farbki, brokaty, złote skrzydełka, ale mi i tak tu podśmierduje podstępem. Może pani od religii zaraz poprosi o wymalowanie  płaskorzeźby Dziwisza?
Na wszelki wypadek, uprzedzając fakty, wyposażyłam się w broń. Wtopię się w ich konklawe enklawę i zastosuje metodę „ogień zwalczaj ogniem”.  Matka Polka feat Matka Boska vs. Matka Boska.
And then along comes Mary:


Brak komentarzy:

GRY