czwartek, 28 października 2010

rozdział 36 - kilka piosenek i puszka Pandory

Ahoj!

Wasz Koszałek-Opałek zamiast zaszaleć z sierotką, pod wpływem twórczego kaca po koncercie Włochatego, postanowił spisać dzieje Hrabstwa Rusinowa. Już dawno ktoś powinien to zrobić, ale na ogół wszyscy są zbyt pijani.

Urodziłam więc podstrony, na które kliknąć możecie po prawej stronie i jak Alicja wskoczyć do krainy opiumowych czarów. Są tam charakterystyki postaci koczujących w Hrabstwie i występujących w pamiętniczku Matki Polki oraz opis miejsca akcji, w którym płynie owoc żywota naszego, amen. Człowieki, które nie znalazły się w opisie, niech się nie obrażają – już zbieram na Was kwity, wysyłam zapytania do IPN-u i tankuję lecytynę w celu odświeżenia zapleśniałej pamięci. Osoby, które chcą negocjować swój opis, mogą znosić dary pieniężne i inne dobra na znany Wam adres.

Chciałam sworzyć kronikę tych podszytych uranem ziem, zanim podniosą nam stawki za gaz, prąd i wodę i wszyscy będziemy zmuszeni wyprowadzić się do Burkina-Faso. W tym celu zastygłam katatonicznie przy laptopie na długie dni, podczas których poza zaniechaniem mycia, jedzenia i sikania, nie zdarzyło się nic wartego opisania. 

Ze stanu kronikarskiego odrętwienia wyrwał mnie brutalnie kolejny wirus, przemycony przez Kalinę ze szkoły. Ja podejrzewam, że pani od biologii ma jakieś tajne laboratorium na zapleczu i otwieraczem rozbabrała puszkę Pandory z jakąś cholerną epidemią. Czy pani Wojtczak nadal tam uczy?

W każdym razie, od 3 w nocy trenowałam bieg na przełaj i skoki przez płotki z miską na wymiotki. A właśnie tego ranka, pierworodna miała jechać z grupą na występ taneczny. Zamiast tego wiła się jak performerka voo-doo, z pianą na ustach do 10 rano. Do tej wielogodzinnej sceny pasowałby podkład muzyczny z Chylińskiej „Będę rzygaaaać!”, ewentualnie Ewelina Flinta „Żałuję, że cię zjadłam”. Rewelacyjnie komponował się też „Pawia Krzyk” Dżemu, ale dałam sobie spokój z oprawą przedstawienia, bo pomiędzy miską a kibelkiem składałam właśnie w szoku „Złote Jajo”.

Strasznie mi żal, że mój mały słoń nie mógł pojechać na występ i udowodnić , że nie stłucze całej porcelany w składzie. Foto z próby robiła Daniela:


Jak co roku, jak w piosence – włamaniami jesień się zaczyna. Zdemolowali mi działkę. Jeżeli kiedyś będę miała przyjemność złapania sprawców, od razu dzwonię do wytwórni z roboczymi zdjęciami do „Piły 16”. Jeśli jednak nie uda mi się poznać ich osobiście, niech będą pewni, że jeśli przed lustrem 5 razy powtórzą „Matka Polka”, zmaterializuję się tam i doprowadzę do podobnego stanu ich chałupy.

Ten Rudy Dziadu – Lucjan strasznie się rozbisurmanił. Podsikuje w kątach. Ostatnio przegiął i strzelił Tadeuszowi do butów wyjściowych (wejściowe były w szafce). Inżynier jeszcze nie wynalazł sposobu na naprawienie kota.
Boję się, że pójdzie w radykalizm, owinie głowę szalem Halyny, sprowadzi kota do piwnicy, gdzie zmusi go do nagrania video, na którym Lucek będzie przekonywał inne koty, że sikanie po domu jest naganne. A potem Inżynier użyje pieńka i siekierki. 


No i jeszcze, oczywiście zupełnym przypadkiem odkryłam taką aukcję:
Tylko muszę jakimś cudem otumanić rodzinę, aby bezwolnie wyrazili zgodę, naćpać czymś Kocura, żeby mnie zawiózł do Jawora...

wbrew pozorom...
to tylko pieszczoty...

GRY