środa, 14 września 2011

113 - Don't be a drag – just be a queen

Photobucket

Żeby nie wyjść na całkiem płytką istotę, mogłabym napisać dziś o rozszczepianiu jądra atomowego i, co za tym idzie, emisji neutronów, ale mi się nie chce i będzie znowu o wyglądzie.

Moja ziemska powłoka przechodzi ostatnio burzliwą, dramatyczną przemianę. Wszelkie eksperymenty z włosami przegnały mnie świńskim truchtem po dziejach muzyki rozrywkowej oraz filmach grozy ostatniego 30-lecia. Po epizodycznym byciu Tiną Turner, przeszłam więc etapy Wodeckiego, Wiśniewskiego, a nawet Roda Stewarta – na szczęście krótko, bo jeśli już bym miała jarać się jakimś kurduplem, to wybór padłby na Limahla. 
Ostatecznie, kiedy już siedziałam na fotelu u Gonza-fryzjera, a on wycinał mi boki maszynką do golenia i przez chwilę byłam Demi Moore z G.I. Jane, utapirował mi z pozostałych szczątków coś na wzór B’52 w wydaniu Kate Pierson, tylko bardziej liche.
Zrobiłam w autobusie małe poruszenie wśród moherów, które popieliły mnie wzrokiem, conajmniej jakby mi wyciął samego Adama Darskiego po bokach głowy, a to przecież zwykłe zygzaki.
Problem pojawił się nazajutrz, kiedy przed wyjściem do pracy, spóźniona i zielona w temacie takich mazi rodem z „Egzistenz” czy „Videodrome”, babrałam się w gumie fryzjerskiej i rozpaczliwie czochrałam gniazdo. Bo, co by nie robić, za każdym razem wychodzi mi Gary Oldman z „Draculi” według Coppoli. Nie pokaże Wam, bo jeszcze nie doszłam do konkluzji czy to dobrze, czy fatalnie, chociaż skłaniam się ku drugiemu.

Jednak gdy się ma tak niewyjściową gębę i urok w stylu Nessie, czyli nikt go nie widział, a ci, co twierdzą inaczej to najpewniej heroiniści, albo pijani szkoccy wędkarze, to, kurwa, nic nie pomagają żadne zabiegi stylistyczne. Musiałabym dorwać tych ludzi, co to nawet z Agnieszki Chylińskiej zrobili obłędną lufę, ale nie chcę wiedzieć ile to kosztuje. Plan B podpowiada, że mogę ich porwać i trzymać w piwnicy, a Inżynier swoimi sposobami zmusi ich do mówienia. Zapasowo, w planie C mam zamiar wpuścić do piwnicy Halynę i niech ona po prostu mówi, a pękną prędzej czy później. Jest jeszcze plan D, że jeśli nie pękną, pęknie znowu jakiś wężyk lub rura, zaleje piwnicę i wtedy wszystko elegancko wyśpiewają.
W każdym razie, otwieram fundusz na odsysanie tłuszczu, nowe balony i inszą facjatę, bo nawet przeszczepiona od jakiegoś nieboszczyka po skoku z wieżowca, prezentowałaby się lepiej. Innych sposobów poprawy samooceny nie znam, a jak znam, to są niezdrowe i się zapiję.

Właśnie siedzę w pracy i tak sobie myślę, odbierając zlecenie na ulicę Żytnią, o ile bardziej to miasto byłoby szczęśliwe, jeśli w zgodzie z naturą jego mieszkańców, pozmieniać nazwy ulic na Żołądkową, Starogardzką czy Wyborową?

Scenka parkowa Jehowa:
Wracamy ze spaceru, na ławce siedzi para staruszków i podejrzanie się uśmiechają. Kiedy ich mijamy, kobieta przechodzi do ofensywy i wyciąga w kierunku Kocura egzemplarz „Przebudźcie się”. 
Jagoda błyskawicznie wskazuje palcem na kubeł i mówi stanowczo:
- Tam jest śmietnik.

Photobucket

włącz dźwięk i KLIKNIJ SE W KONIKA:
GRY