Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2014

137 - Grunt to BUNT!



Powiem tak: 
Radio Bunt jest ucieleśnieniem moich dawnych pragnień, kiedy to jako młoda dzierlatka, wraz z innymi snułam wizję nielegalnej rozgłośni punkowej (acz nie tylko punkowej) w pralni bramy nr 14 Hrabstwa Rusinowa. Pralnia została uprzednio przez nas wyremontowana i zyskała punkowy sznyt - undergroundowego nie musiała uzyskiwać, wszak była pralnią.

Po bohaterskim rozjebaniu 5kg młotem Seby dwóch wanien lastriko, wyniesieniu morza szczyn w butelkach po nalewatorach, po przekonaniu wszystkich sąsiadów, zyskaliśmy Klub Lokatora z Alternatywy (1)4!
 

Skubi do tej pory nie przyniósł swoich glanów do ozdoby sufitu, ale i tak było zajebiście (i śmierdziało). Była ciemnia fotograficzna, miejsce spotkań, imprez, pogadanek, a nawet sylwestrowe Melinium 2000, ach! - co za czasy...
 

Teraz płaczę za każdym razem idąc piwnicznym korytarzem po ziemniaki, albo na szychtę do biedaszybu (wejście u mnie in the Fritzl-basement), kiedy snop światła spod pralnianych drzwi cofa mnie w odległą erę mezozoiku, gdy jeszcze byłam nastoletnim dinozaurem.

Lecz właśnie wtedy opętana wizją własnego radia, z taką właśnie jak w Buncie muzyką, rozbudowaną o własne, często odbiegające od tego jarocińskiego klimatu, wstawki. Z audycjami tematycznymi od nas. Taki... nasz rusinowski "Chris o poranku" :)

Mogłabym wtedy siedzieć godzinami i zawracać ludziom gitary swoimi ulubionymi utworami lub po prostu z przyjemnością gadać w pusty w chuj eter, przy blasku wkładu do znicza, przy leniwym grzańcu, przy papierosie firmy Mocne. O taaak...

To się nigdy nie spełniło i żałuję jak cholera. Nawet ostatnio znalazłam roboczą rozpiskę pierwszych audycji z listą muzyczną!


I teraz - bez żadnego wchodzenia bez mydła - Radio Bunt mnie w pełni zaspokaja. Jakoś odbiera moje fale mózgowe i puszcza kawałki, które mnie kręcą, wrzuca trafne debiuty, nie smęci, podgrzewa atmosferę, cofa w ten beztroski, niezapomniany czas, a do tego fajne, niewymuszone wywiady, poezja i moja ulubiona Bitwa o Anglię! Jestem zadowolona, jestem utulona w żalu.


Stacja jest dla mnie czymś w rodzaju wehikułu czasu skonstruowanego przez Profesorka Nerwosolka, wannolotem zbudowanym przez A'tomka, a jak kto woli - opiumowym czopkiem z "Trainspotting". Wrzuca w epokę i wciąga jak cholera.


Mało, że mogę sobie do woli nachapać muzyki z czasów, kiedy zazdrościłam wszystkim stałym bywalcom Festiwalu Jarocin, bo sama byłam tylko na jednym, pech chciał zresztą, że ostatnim w starej formule w 1994r. Miałam wtedy 14 lat i spełniło się moje największe marzenie. Odpalam "Bunt" i normalnie widzę jak Padre Inżynejro zarzyna silnik naszego starego "malucha", gnając za autobusem wiozącym nas na Dworzec Miasto, bo zapomniałam z domu zapasu chleba na 3 dni :)

Do dziś, pewnie tak jak reszta ekipy trzymam karnet i okolicznościowe periodyki w tajnym sejfie tuż obok św. Graala, seks-taśmy Donalda Tuska z Angelą Merkel, 30 mln. dolarów w używanych banknotach oraz skrzynki Perły na czarną godzinę. Można się nabijać, ale Jarocin to kawał zacnej historii i dzięki takim mediom nie odejdzie do lamusa. I chociaż sama już jestem starym lamusem, to mało się nie posikałam jak głupia nastolatka, gdy rano odpaliłam facebooka i zobaczyłam powiadomienie "Walter Chełstowski lubi twój post" :) 

Dla wszystkich tych, którzy nie znają jeszcze lubrykanta duszy, czyli Radia Bunt - zapraszam do odsłuchania bezpośrednio na stronie lub klikajac u mnie w baner po prawo.

Dla wszystkich balangowiczów z pralni - kto pamięta?:








 

No to lecę na audycję, buzi!


piątek, 19 sierpnia 2011

108 – dobryj deń, dobryj deń, tu twoje radioo, heloł, heloł!


Grzegorz Markowski musi mieć wyjątkowo paskudną żonę, skoro śpiewa:
„gdy patrzę w twoje oczy, każdej nocy, krzyczeć mi się chce!”.
Chyba, że w tekście wraca pamięcią do czasów, gdy jako młody ojciec usypiał nieletnią Patrycję. Żony nie widziałam, więc skłaniam się ku drugiej opcji. Strach myśleć, co mu się chciało, gdy usłyszał jak ona śpiewa! Jeśli to co mnie, łączę się w bólu.

Boli za sprawą mojego psychodelicznego wc radia – wysłużonej Elty w kształcie pingwinka, który złośliwie odbiera tylko ZETkę i Radio Maryja. Kiedy to rano odpalam pod prysznicem, mam ochotę zarzucić mycie i wiać.
Jak nie familiada Markowskich, to pochwała narcyzmu pod postacią:
„Tylko zakochanym w sobie życie daje znak
Zwykle dzielą na połowę codzienności smak
W sercu oceany wspomnień zatapiają świat
Tylko zakochani w sobie znowu pierwszy raz”. 
Kiedy Sylwia Grzeszczuk śpiewa „kupiliśmy prawie wszystko, ale wciąż nie mamy nic” czuję mrowienie jak przy kasie w Tesco.
Zresztą – mam jej po dziurki w nosie, bo obecnie stacjonuje jako czasoumilacz w większości telefonów klientów taxi. „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest” – akurat nie dziwi, gdy o 1 w nocy dzwonię, że 0,5 l wódki „1906” + paczka najtańszych z filtrem dojechała pod adres. Jest to znacznie bardziej zrozumiałe zjawisko niż dotychczasowy „jak anioła głos”, uprzedzający odbiór telefonu przez napraną panią z Palestyny o wokalu Lemmy'ego z Mötorhead.
„I będzie jak dawniej, przestańmy się spieszyć
zacznijmy od nowa, od tych małych rzeczy” – i masz, znów zakupy alkoholowe na ten sam adres…

Całkiem niedawno zaczęłam tu pisać i proszę – to już równo rok pierdolenia głupot.
Żegnam – jeszcze jako 30-latka ;)


Photobucket

piątek, 4 marca 2011

80 - skeczu z Matką Polką nie będzie



Złośliwość czasu polega nie tylko na tym psikusie, że jestem teraz dzidzia-piernik skoro przekroczyłam 30-tkę, a w tym opakowaniu siedzi mentalna gówniara. Ani, że ABC czynne tylko do 20.00.

Każdy wie, że nieprzyjemne fazy żywota zdają się trwać w nieskończoność . Biegną 3-letnią sztafetą po wstędze Möbiusa, bezlitośnie rozwleczone, okrutnie spowolnione, zacięte jak filmik na YouTube.
Dopiero z perspektywy czasu widzimy ich błaha rolę – przecinki w solidnym rozdziale. Lecz gdy trwają to horror w czystej postaci - pieprzona premiera „Władcy Pierścieni” w wersji reżyserskiej.  

A więc niemowlęctwo dzieci własnych, dawno zapomniany okres dojrzewania, czas od wypłaty do wypłaty, utwór Grzegorza Markowskiego solo w radiu… Różne jeszcze okrutniejsze rzeczy przychodzą mi do głowy, lecz na pierwszym miejscu jest ta skutasiała zima!

Ale, ale! Dziś wzeszło słońce. Zimna szmata, okupująca kraj od pół roku stopiła się w błoto, wypełzły pierwsze źdźbła, radosne promyczki wystrzeliły i obnażyły moje masakrycznie brudne okna. Wiosna zagościła również w sercach:

Scenka matrymonialna:
- Wiesz, mamo, nie mogę jednak wziąć ślubu z Patrykiem.
-?!
- Bo powiedział, że on jest ze Świdnickiej…
(rdzenna mieszkanka Hrabstwa Rusinowa ma swoje zasady)
- Obawiam się, że i tak musisz z tym ślubem poczekać, aż będziesz dorosła… - odparłam lekko zdruzgotana, bo jeszcze przed tortem z 6 świeczkami, dowiedziałam się o ślubie córki.
- I to jest właśnie proGlem, bo jak on będzie dorosły, to sobie SAM wybierze żonę…
 
Scenka gwiezdno-wojenna:
- Wiesz, kłóciłyśmy się dziś z Jagodą, ale Dobro wygrało…

Scenka Leśna Góra:
Medycyna pracy. Dziś Kazimierza i pan doktor właśnie odbiera trzeci telefon z życzeniami w trakcie osłuchiwania pozostałości po moich płucach. Ile dziennie pani wypala? – wypala doktorek. A gdzieś z dziesięć będzie – wypalam ja (gruźliczy chichot). Drżę na myśl o odczytywaniu liter z tablicy na ścianie (Jezu, jakiej tablicy?), ale nie bada wzroku, krwi i reszty, kasuje 4 dyszki, składa podpis. I znów nie będzie nawet renty psychiatrycznej.
Zdolna do pracy.

Scenka – świetlik:
U Kocura w robocie przychodzi wezwanie na awarię, wdzięcznie zredagowane:
„NA TOTEMIE SKLEPU NIE ŚWIECI SIĘ OWAD”. 
To żarówka zastrajkowała w odwłoku biedronki na Biedronce.

Scenka pt. źródła ruchu sieciowego:
statystyki na tej stronie twierdzą, że ludzie znajdują mojego bloga wpisując w google takie rzeczy:
- pornobaby
- sex z pielęgniarką w szpitalu - opowiadania
- piosenka o puszku
- seba i klocu foczka muza w tle
- wielokrotny orgazm.blogspot
zastanawiające...

Scenki sceniczne (muzycznie obsceniczne):
idealny shake Siouxie & The Banshees z Ramones, obejrzę jeszcze ze 3 razy i będę les...





oraz:

sobota, 26 lutego 2011

79 - w domach z betonu nie ma wolnej miłości


Obudziłam się później niż zwykle, wstałam z łóżka, w radiu była muzyka. Najpierw zdjęłam koszulę, potem trochę tańczyłam i przez chwilę się czułam jak dziewczyna... Rydzyka.
Bo w radiu tuż po muzyce usłyszałam, że „katoliccy aptekarze” chcą ustawy pozwalającej im odmówienia sprzedaży środków antykoncepcyjnych. WTF?!
W domach z betonu nie ma wolnej miłości.

Umówmy się: nie jem mięsa – nie prowadzę masarni. Brzydzę się narkotykami – nie otwieram budki z dopalaczami. Mdli mnie po porannej kawie, to nie włączam ZETki z wyciem Ewy Farny od świtania. Ten kraj jednak powinny podbić jakieś cywilizowane plemiona, obić w ramkę, zamknąć w terrarium i pokazywać za 3,50 jako skansen.

Tutaj aptekarz-katolik chce prawa do indywidualnego regulowania pogłowia, kiedy dyżurując w nocy, w jedynej czynnej aptece, powie:
- Sorry, synku, sługusie Szatana, twoje nasienie jest dla mnie święte, pełne dzieci nienarodzonych, mogę ci sprzedać szklankę wody (utlenionej) zamiast. Są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne, Casanova tu u nas nie gości.

Z drugiej strony lobby myśliwych bojkotuje wreszcie-humanitarną myśl w narodzie i sprzeciwia się nowelizacji ustawy dotyczącej praw zwierząt, bo stracą frajdę strzelania do psów i kotów.
Ten z przeciwka co ma kota i rower stał przy oknie nieruchomo jak skała (nic dziwnego, pilnuje kota, bo gdy ten oddali się 200m od budynku, myśliwy nadal może go kropnąć).

A Wałęsa będzie symbolizował Polskę na targach w Berlinie obok idiotycznych bączków, wulgarnego komiksu o Chopinie i kosmitów.

Boże, ty dupku, dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?

Z innej beczki. Starszy nielot powrócił do gniazda matki. Dopiero z perspektywy kilkudniowej rozłąki zauważam jak duże jest moje dziecko. I mądre. I takie... dorosłe. Oraz jak się stęskniłam. Więc ten wieczór spędzimy znów razem.

Wczoraj zabraliśmy naczelną galeriankę - Ciocię Krysię na szopping do galerii. Była zdziwiona propozycją i pytała, czy rzeczywiście chcemy ją zabrać. Wzbudziło to moje małe podejrzenia i zażartowałam, że owszem, chyba, że ma w zwyczaju robić jakieś osobliwe akcje na środku centrum handlowego. Po czym przyłapałam ją jak... wąchała majtki w Rossmanie.
Nic mnie już nie zdziwi :)



Na banerze kadr z filmu Zabriskie Point, klasyk godny polecenia.

wtorek, 14 grudnia 2010

56 - Ciepły ślimak ucho liże, w szyje dmą gorące ryje


Ślepota mnie goni, patrzę i niedowidzuję. Nawet jak na szybie sklepowej wisi kartka A4 "Matjasy", to ja czytam "Majtasy" i już nie wiem sama, czy to siada wzrok, czy skojarzenia. W tymże sklepie spożywczym odkryłam wczoraj, że są narodowościowe frakcje pomidorów. Tzn. pan przede mną pytał o różnice pomiędzy tymi za 8, a tymi po 9,50. No jedne tureckie, a te droższe holenderskie - rzekła pani. Facet się skrzywił patrząc na te ciapate i zaczął układać na wagę germańskie. Zadziwiające, ile o człowieku można się dowiedzieć nad skrzynką z warzywami.
A trza uczęszczać na zakupy, bo matka-Halyna mnie zaczyna przerażać - wystawia rachunki za kawę:

Znów wierutna sromota w pracy. Weronika Marszczona-Paszczura z Agentem Tomkiem, Wiśniewski z haremem jako mąż i nie mąż, końska Mucha. Nie ma o czym czytać! Nie ma nowego odcinka Hałsa! Tu cichosza, tam cicho, szaro, brudno i śnieży, nie ma kosmonautów i nie ma papieży. Ale jest YouTube:





tak lajtowo. czy ktoś to jeszcze pamięta? fajnie przewracała oczami :)




para bobrów przytulona nad potokiem ;}



a na złe dobranoc pocztówka z pracy:

sobota, 4 grudnia 2010

rozdz. 50 - zima na końcu świata


Wszystko co organiczne od razu zamarza. Szczególnie piwo.
Miałam okazję przekonać się o tym, kiedy wczoraj jeździłam na łopacie odśnieżając hektary osiedla, podczas gdy Skubi beztrosko robił iglo.

Polecam ten sport w ramach czynu społecznego – oczywiście odśnieżanie, nie iglo, bo tamto w końcu zawaliło się przysypując Skubiego, wpisując się w kalendarz jego nieszczęść takich jak np. słaba głowa do alkoholu czy sąsiedztwo p.Grażyny, która niechybnie właśnie knuje plan eksterminacji Skubiego po pępkowym Dawida. Odbytym u Danka.
Albowiem stała się rzecz niebywała i Edzia postanowiła jednak nie nosić córki w środku do 18-tki i uroczyście wystrzeliła ją na zewnątrz. Jeszcze raz gratulujemy!
Część sąsiadów nie podzielała naszej radości, a przecież wiadomo, że każdy nowy obywatel Hrabstwa to powód do dumy i głośnej, histerycznej wręcz wesołości z litrami Ballantines'a i tarzaniem się po podłodze oraz wyznań o tym, że wszyscy mają jakieś dzieci, nawet ci, co nie mieli :).

Wcześniej, gdy zima bombardowała mnie znienacka, zazwyczaj stałam bezradnie w środku lodowca jak ta dziewczynka z zapałkami, próbując odpalić Mocnego, którego żar dawał fatamorganę ciepła. Przechodnie niewzruszeni moim losem spieszyli się na kolejny odcinek Tańca Z Gwiazdami, potrącali moje zmarznięte ciałko. W domach trzaskały iskry w piecu, ludzie jedli kolacje, pławili się w cieple, a ja, dajmy na to musiałam sterczeć na zewnątrz wietrząc dzieci albo psa.
Więc odśnieżanie jest zbawcze. Jak człowiek macha łopatą przy -15, to jest mu super ciepło, rozpaliłam się wręcz do temperatury wrzenia, tylko co z tego, skoro Kocuru ma odbite płuco po imprezie u Danieli, cierpi i nie mogłam tego należycie wykorzystać?
Za to pomiędzy kolejnymi tonami białego gówna, chłodziłam się zamarzniętym na kość Okocimiem. Tego akurat w syberyjskiej aurze nie polecam, no chyba że ktoś lubi wrażenie wsypania do gardła potłuczonych żyletek z mega szokiem termicznym w pakiecie.

Każdy ma jakiś sposób na mroźne wieczory. Na przykład dzieci z HR umiłowały sobie pokój i na nim zjeżdżały po tym co ja odśnieżyłam:


Skubi bawił się własnym sutkiem:

A ja zawlekłam sparaliżowanego Kota do Galerii, wciskając mu kity, że stare szamańskie rytuały gwarantują natychmiastowe uzdrowienie, jeśli pojeździ się 5 razy schodami ruchomymi. Oddaliśmy się na miejscu orgii zakupów bez środków finansowych. Ale Kocuru nabył nowe zimowe pantalony, które wreszcie pozwalają wyeksponować jego zniewalające pośladki, które są przecież dobrem narodowym, bo tak mało pięknych rzeczy w tym kraju mamy. I choć nie chciał prezentować towaru na wystawie, bo stwierdził, że ma za małe parcie na szkło, i tak muszę uważać teraz na lachony i walić łopatą na oślep, ale po odśnieżaniu mam mega wprawę. Nabyliśmy też boskie kaszkiety, w których jawimy się jako para skinheadów, którymi nie jesteśmy. Choć przy Kocuru to się waham między Oi!owcem a warszawskim cińkciarzem. Długo jeszcze zastanawiał się jak ma się wykąpać w kaszkiecie.


Czy mi ktoś uwierzy jak napiszę, że Janusz L. tańczył wczoraj w mojej kuchni w moich stringach, które mu komisyjnie podarowałam? Bo jak już jesteśmy przy męskich tyłkach, to uznałam, że jednak on w nich lepiej wygląda niż ja, zważywszy, że nie nawykłam chodzić w procy. Janusz docenił gest i zauważył ekonomicznie pozytywne aspekty noszenia stringów – mniej prania.

Z innowacji, polecam farbę do włosów z Joanny - Soczysta Malyna. Znów mam ostrzegawcze barwy na głowie, co przypomniało mi nazwę ciekawej kapeli - Blonde Redhead, którą Wam prezentuję:



i jeszcze TU

Scenka drastyczna z pracy:
Kierowca: - zwolniłem się niedaleko, mogę podjąć.
Ja: - to proszę, 133, przystanek przy przychodni, pani o kulach.
Kierowca: - no dzięki, może nie ucieknie...
Brawa na mrozie, kule rozjeżdżają się na lodzie...

Enyłej, muszę kończyć, bo pisanie utrudnia mi kot skaczący z łóżka piętrowego na moją głowę :) Do poczytania!

Photobucket

niedziela, 21 listopada 2010

45 - denshol



 Złamałam dane słowo i niepomna ostatnich doświadczeń, zamiast grać w bingo i brydża w domu spokojnej starości,  pojechałam z Kocuru na festiwal One Love.

Jezus, jednak jestem już starowinka! Ewidentnie, festiwale całonocne są męczliwe. Ogólnie, wstyd się przyznać, ale przespaliśmy przynajmniej 2 godziny w dwóch turach, pod ścianą.  Zastanawiam się, co by się działo z moim organizmem, gdybym pojechała na Łudstok? Wyobrażam sobie jak ucinam sobie 3-dniową drzemkę i pochrapuje z wnętrza kontenera na puszki, podczas gdy inni zajmują się miłością, przyjaźnią i muzyką.  

No ale nie ma się co dziwić. Co tu robić w miejscu, gdzie średnia wieku to jakieś 17 lat i nawet jak chodzą fajne towary, to pomijając już mój zupełny brak warunków, gdybym chciała takiego poderwać, to mogę go co najwyżej usynowić.  Zresztą,  młode laski też wpędzały mnie w kompleksy urodą i jędrnością skóry. 
Nie można było tego doła specjalnie zapić, bo piwo 0,4 litra po 6 złotych.  Nie mogłam rzucić się w związku z depresją na żarcie, bo ceny były jak w Hiltonie. Gofr – 10 zł – I to jeszcze, kurwa, z CUKREM PUDREM! – nie mógł uwierzyć Wojciech.  10 cm kiełbasy, Fi 30, rozmiar godny Japończyka – dycha. Bigos – 10 zł za dużą łyżkę do zupy. I hit imprezy – do 1 paczki fajek, druga gratis. Oczywiście jak już nie miałam kasy.

W ogóle, szatnia 6 zł od twarzy i co ciekawe, najpierw trzeba było stać 3 dni w kolejce po żeton, żeby potem odstać drugie tyle w kolejce do szatni. Wymiękliśmy z tego ogonka, gdzie posuwaliśmy się jakieś 10 cm na godzinę, bez skojarzeń proszę. I bardzo dobrze, bo dzięki temu mieliśmy na grzbietach odzienie, a wiało chłodem jak w stosunkach polsko-rosyjskich. 
Absurdalny system żetonów obowiązywał tez przy jedzeniu i ci biedni ludzie umierali śmiercią głodową w jednej z dwóch obowiązkowych kolejek, pośród zapachu bigosu, kiełbasy, pierogów i makaronu ze szpinakiem. To było bardzo niehumanitarne.
Żetony na szczęście nie były w użyciu przy browarze więc tam się umościliśmy, skupiając się na napiwku dla pani, która na kartce napisała, że zbiera na talon do sex-shopu.

Muzycznie okropna nuda. Za dużo smętnego pierdzenia, dubu i dancehallu. Nikomu też nie polecam Gentlemana na żywo, moja prababcia bardziej dawała czadu. Pobawiliśmy się przy dwóch kapelach, z czego przy Vava Muffin przed 5.00, przebieranie nogami graniczyło z cudem. Na szczęście byliśmy w towarzystwie lekko faszyzujących, wesołych skinheadów, więc impreza się obroniła atmosferą absurdu i ogólnej wesołości.

Następna impreza z moim udziałem to dopiero dożynki w Studziankach Pancernych więc czas się udać na spoczynek i ładowanie baterii.
Uderzam na barszczyk Winiary. Pa.

zaskakujące, ilu kandydatów może się zmieścić w wózku dziecięcym na korytarzu...

czwartek, 11 listopada 2010

Brodka mnie swędzi

Ktoś zna jakąś odtrutkę na nową płytę Brodki? Próbuje przedawkować licząc, że mnie odrzuci, ale nie ma sposobu. Wytnę chirurgicznie z głowy razem z szyszynką... Trza mi detoksu od Peszek i Nosowskiej, a tu jeszcze taka płyta... Tortura, polecam!




niedziela, 7 listopada 2010

39 - Skrót wiadomości by Matkie Polkie


Z powodu braku ruchu na centrali (centrala się nie rusza – niedobrze), z nudów musiałam przelecieć się po serwisach informacyjnych. Brew mi się podnosi ze zdziwienia coraz wyżej i jak mi tak zostanie, na linii włosów, na luzie będę mogła zastąpić w razie czego kierowniczkę sklepu Społem na Osi (Dolly Parton).

Dobrze wiedzieć, że mamy w Polsce coś największego na świecie, poza bezrobociem. Monstrualny, 440-tonowy Chrystus króluje nam nad krajem i narodem. Kamień z serca, że scementowali do kupy wszystkie członki żelbetonowego Zbawiciela, bo trochę szkoda tego robotnika, na którego przy budowie runął nieszczęśliwie palec boży i go złamał wpół. To się nazywa ciężar wiary!

Projekt zajął jakieś 10 lat, ale w końcu już znów jesteśmy w przaśnej epoce kamienia łupanego, nawet jeśli w koronie i z rozpostartymi ramionami. Jakby się nie dziwować, mogą z tego być przynajmniej dwie atrakcje:
1 – można zrobić fajną wieżę widokową , wywiercić w oczach, uszach czy gdzie tam otwory, wpuszczać tłumne wycieczki wiernych za odpowiednią opłatą, machać do innych, poczuć, że nie tylko Bóg jest w człowieku, ale i człowiek może wleźć do środka Boga A potem widokówki, foty, lunapark, zjazd po brodzie Jezusa, bungee z palca, no pełno możliwości pogodzenia duchowości z materią pieniężną. No i ta pewność, że nikt bałwochwalczego posążka nie zwędzi nocą do kościoła, kaplicy, kancelarii, żadni harcerze go nie zajebią, bo za ciężki zwyczajnie, a i złomiarze się nie pokuszą, chyba, że jakiś szalony kamieniarz.
2 – można w Świebodzinie kręcić Jezus versus Godzilla w scenograficznym naturalu, bez kiczowatych efektów specjalnych!
Czekam niecierpliwie na kolejne pomniki innowierców. Wyobrażacie sobie takie Budda vs Predator, Allah kontra King Kong, Kryszna feat Destruktor?

Super Express donosi tłustym, dramatycznym drukiem: „Łódź – Zabiłam Mariusza bo nocami smażył wątróbki.” A ludzie w LO się dziwili, że w czwartki nie mogłam chodzić do szkoły, bo cała śmierdziała smażoną wątróbką z kuchni. To nie były wagary – ja ocaliłam dziesiątki istnień ludzkich!

A potem jeszcze info, że w izraelskiej edycji Tańca z Gwizdami gwiazda – zdeklarowana lesbijka postawiła warunek, że będzie tańczyć tylko z kobietą. No i dali jej babkę do pary. Homoseksualiści mi nie przeszkadzają, ale poprawność polityczna, tak karykaturalna, absurdalna, niedorzeczna i chyba szkodliwa dla nich samych, już tak. Rozwalił mnie komentarz internauty pod artykułem: „Niedługo zoofile będą tańczyli ze zwierzętami”.

Jedyny świetlik z jasnym odwłoczkiem w tym całym szicie i głupocie medialnej, to powtórka kultowego koncertu Queen z Wembley '86. Genialne live. Stara miłość nie rdzewieje, nadal kocham Queen i jako dziecko skrycie i otwarcie kochałam się w szczurzej mordzie Freddiego Mercury. Pomimo że był gejem. No widzicie – kocham gejów :)

Hu łooooooonts tu lif foreweeeeeeeer?

w bonusie: za radą Jacykowa, Jagoda nawet sypia w oksach

sobota, 2 października 2010

Ihaaaa!

Wspominałam 983 rozdziały temu o Annie Nacher, którą chciałam wkleić, ale nigdzie jej nie było. Za sprawą ex-męża mam jednak LINK! Klikajcie, pobierajcie, słuchajcie, bo to muzyka z ciarrrkami, a to tak rzadko się zdarza... Specyficzna, dziwna, z jądra ziemi i serca po prostu... Cudo, och!

Dzięki, Vronsson! To najlepszy prezent od Ciebie od czasu rozwodu ;))

poniedziałek, 20 września 2010

Gdybym ci ja miaua skrzydeuka jak gąska...

...to bym pewnie nie musiała spędzic całej nocy w objęciach muszli klozetowej po zjedzeniu kurek z jajkiem. Zapomniałam, że W Pewnym Wieku należy już bardziej uważać.
Ale nie o tym miało być. 




Pierwsze po latach zadanie domowe odrobione :)

Trochę dreszczy na dubranouc:



i jeszcze bardzo chciałam tu wlepić Annę Nacher z płyty "Tradycja", ale nigdzie nie znalazłam, a szkoda.
Bye~!
GRY